Świat zwalnia. Próbuje złapać oddech.
Jeszcze kilka tygodni temu nie myśleliśmy, że będzie nas to dotyczyło, tutaj w Stanach. Wczoraj, mój 8-letni syn przyszedł ze szkoły i powiedział, że martwi się o babcię i dziadka. Że dzieci w autobusie coś tam mówiły, opowiadały co było w wiadomościach. I wtedy dopiero, widząc strach w jego oczach, stało się to dla mnie realne. Prawdziwe.
Nie, nie poleciałam od razu do sklepu po papier toaletowy i mydło—chociaż przyznam, że myśl o zapasach wina przemknęła mi przez głowę! 😉 Lecz wieczorem, gdy dzieci poszły już spać, siadłam przed komputerem i nie mogłam się od niego oderwać; nie mogłam przestać skrolować. Co drugi post o koronawirusie. Były zdjęcia z Costco, wózków groteskowo wypchanych zapasami jak na apokalipsę. Były informacje o zawieszonych lotach, i bardziej lokalnie, o tym że biblioteka w naszym miasteczku zamknięta i wszystkie wycieczki szkolne odwołane. Że jakaś rodzina nie posyła już dzieci do szkoły, pomimo że szkoła nadal otwarta. No i pomiędzy tym wszystkim, pełno śmiesznych memów jak grzybów po deszczu, o tej naszej nowej, obecnej rzeczywistości.
Ciężko było nie poczuć lęku. Po raz pierwszy zrozumiałam powagę tej sytuacji. Gdzieś tam w głębi mojej klatki piersiowej zagnieździła się mała kulka niepokoju, którą, kilka godzin później, nadal czułam zasypiając.
Dzisiaj po południu dostaliśmy wiadomość ze szkoły syna że od poniedziałku nie będzie lekcji przynajmniej do końca miesiąca. Dowiedziałam się również że w jednym z miejskich szpitali niedaleko nas, podejrzanych jest 24 przypadków koronawirusa.
Lecz dzisiaj poczułam coś innego oprócz niepokoju.
Zaczęły dziś na fejsie krążyć posty takie bardziej optymistyczne, podnoszące na duchu. Na przykład o tym że przecież nie wszystko jest odwołane. Że rodzina, przyjaciele, i śmiech nadal są. Jest muzyka, są książki, spacery po lesie, jest słońce. (No chyba że akurat jest deszcz. 😂) Jest dobro w tym wszystkim. A jeśli wątpicie, obejrzyjcie sobie filmiki o tym jak Włosi radzą sobie z kwarantanną, wychodząc na balkony i śpiewając, tworzac razem muzykę. 💕
Wszystko zależy od naszego postrzegania sytuacji, prawda? Rozumiem jak łatwo można wpaść w panikę, jak szybko można poczuć potrzebę dołączenia do tych pielgrzymek po papier. Jak szybko można zwątpić czy to co mamy w domu naprawdę wystarczy na cokolwiek nas czeka w najbliższych tygodniach.
Ale trzeba wziąć głęboki oddech. 🌺🌳☀️
Bo wiecie co? Takie chwile potrafią nam coś pokazać. Gdy cały świat nagle zwalnia, można dostrzec coś, o czym na codzień zapominamy, wciąż zalatani i zajęci tymi naszymi często błahymi sprawami. Takie chwile potrafią nam pokazać że jesteśmy razem w tym wszystkim, jesteśmy razem na tej karuzeli życia, jesteśmy razem w tej naszej wręcz mikroskopijnej części wszechświata. Jesteśmy razem. ❤️🌎
Więc dbajmy o siebie nawzajem, miejmy empatię, współczucie. Nie bagatelizujmy, oczywiście—to poważna sprawa. Ale nie dajmy się też zwariować.
Jeśli musimy być w domu, wykorzystajmy ten czas najlepiej jak jest to możliwe. Potraktujmy go jako dar a nie uciążenie. I trzymajmy w naszych myślach i sercach tych wszystkich, których to dotknie bardziej niż nas, fizycznie czy finansowo czy też psychicznie. 🙏🙏🙏
Nad wszystkim kontroli nie mamy—ale możemy kontrolować jak reagujemy na tę całą sytuację. Gdy świat nagle zwalnia, możemy zwolnić razem z nim. 💙💜💛💚
"Czemu ty się, zła godzino,
z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś - a więc musisz minąć.
Miniesz - a więc to jest piękne."
—Wisława Szymborska